Przebywając w Termoli, które opisałam w tym poście miałam dobrą bazę wypadową do innych włoskich miejsc. Pewnej nocy wybraliśmy się do położonego w sąsiadującej Abruzji Vasto. Miasteczko to dzieli od Termoli jakieś 30 km. Jest ono położone na górze, zatem rozciąga się z niego przepiękny widok na morze.
Vasto poznałam nocą i bardzo ubolewam, że nie mogłam tam spędzić również dnia. To, jak miasto prezentuje się zanim zajdzie słońce zobaczyłam dopiero na zdjęciach dostępnych w internecie. Będąc tam miałam zatem okazję poznać jedynie nocne życie Włochów w mieście innym niż Termoli. I - co ważne - jadłam tam najlepsze lody na świecie. Nawet te w Nowym Targu (które uwielbiałam) myją się do lodów które kupiłam w lodziarni w Vasto. Ciekawostką jest również to, że wielu ludzi spędzających czas w miejskich knajpkach piło tylko polską wódkę Wyborową.
Swój spacer ulicami Vasto rozpoczęliśmy od placu głównego - Piazza Rossetti, gdzie mieszkańcy i turyści spędzają czas przy kawie, drinku czy na jakimś spotkaniu zorganizowanym na świeżym powietrzu. W pobliżu znajduje się zamek Castello Calderosco oraz kilka zabytkowych kamieniczek. Warto również poświęcić uwagę miejscowej katedrze oraz sąsiadującemu z nią renesansowemu Palazzo d'Avalos gdzie mieszkała niegdyś Vittoria Colonna - poetka i przyjaciółka Michała Anioła.
Architektura starówki pod osłoną nocy wyglądała naprawdę przepięknie. Nasze zwiedzanie objęło całe stare miasto, przepiękny park i oczywiście podziwianie morza z położonego na skraju skarpy Piazza del Popolo. Włoskie miasteczka prezentują się nocą naprawdę przepięknie, nocne życie we Włoszech jest niesamowite i nieporównywalne do niczego innego, ale czuję ogromny niedosyt po wizycie w Vasto - bardzo, ale to bardzo chciałam zobaczyć to miasto również w ciągu dnia. Spędzić trochę czasu na plaży, może nawet poszaleć w Aqualand Del Vasto.
Miasto - czy to widziane nocą, czy na zdjęciach dostarczonych przez
wujka google - zrobiło na mnie ogromne wrażenie ze względu na swoje
położenie.
A linia brzegowa - jeśli wierzyć wujkowi google - w pełnym słońcu jest przepiękna!
11.12.2013
8.12.2013
P H O T O W E E K # 3
Chaos na stanowisku pracy - wersja light. Grudzień będzie miesiącem pracy bardziej intensywnej niż zwykle, próbą udowodnienia sobie, że niemożliwe może (a raczej musi) stać się możliwe.
Popołudniowy spacer odnowionym rynkiem.
Rynek bardziej z bliska i kawałek biblioteki. Może na zdjęciu tego dobrze nie widać, ale powoli wkrada się w to miejsce świąteczna atmosfera. Jako ciekawostkę dodam, że zimą będzie tu "zabawnie" - kostki z której wykonana jest płyta rynku nie wolno sypać solą ponieważ może ona ją zniszczyć. Wszystkim jaworznianom przemierzającym to miejsce każdego dnia życzę udanych ślizgów ;)
Zdobycze z biblioteki.
Choinki w pracy ubraliśmy wprawdzie już w połowie listopada, uwieczniłam w tym tygodniu w związku z Mikołajkami i nadchodzącymi świętami.
6.12.2013
Literatura w moim życiu
Jak na absolwentkę filologii polskiej przystało, trochę miejsca na
swoim blogu muszę poświęcić literaturze - jej roli w moim życiu i
ulubionym tytułom. Drugi kierunek studiów (administracja) nie był aż tak
bliski mojemu sercu jak polonistyka, więc dział poświęcony
interpretacjom kodeksów na pewno się u mnie nie pojawi.
Dlaczego filologia polska?
Szczerze mówiąc, najbardziej znienawidzonym przeze mnie przedmiotem w gimnazjum był właśnie język polski. Na złość nauczycielowi brałam udział w różnych olimpiadach z tego przedmiotu (i zdarzało się, że jako jedyna, w przeciwieństwie do szóstkowiczów z polskiego, przechodziłam do kolejnego etapu) ale mimo osiągnięć nie zdecydowałam się na klasę humanistyczną z jednego powodu - przez język polski którego nie znosiłam. Polubiłam go dopiero w liceum, dzięki mojej wychowawczyni - polonistce. Zafascynował mnie sposób w jaki prowadziła lekcje i opowiadała o literaturze. W lekturach szkolnych przestałam widzieć przymus, lecz literaturę równie ciekawą jak książki spoza kanonu, po które sięgałam dla własnej przyjemności. Pamiętam tę lekcję jakby to było wczoraj - w drugiej klasie liceum, na jednej z lekcji polskiego, z wielkim hukiem i skandalem zostałam przesadzona do pierwszej ławki. Bo tego było już za wiele - mojego odwracania się do ławki za mną w celu pogaduszek, pisania liścików do kilku innych osób, rozkładania na lekcjach polskiego książek do historii. Będąc już pod obstrzałem o wiele sumienniej przygotowywałam się do lekcji, bo w przypadku jakiegoś pytania do klasy bądź potrzeby zajrzenia przez nauczycielkę do naszych notatek to właśnie ja byłam akurat pod ręką. I nagle, pewnego dnia stwierdziłam, że nie będę zdawać na maturze historii ani WOS-u i że nie będę startować na studia prawnicze. Zdecydowałam się na zdawanie geografii (ze względu na fascynację działem geografii społeczno - ekonomicznej, głównie turystyką i przemysłem) i złożyłam papiery tylko na jeden kierunek: filologię polską. Nie muszę chyba pisać, jakie było zdziwienie mojego polonisty z gimnazjum, gdy będąc już studentką spotkałam go na mieście i powiedziałam mu czym się zajmuję. Cóż... los bywa przewrotny - nawet w znienawidzonym przedmiocie można nagle odkryć coś fascynującego i poświęcić mu swoją dalszą edukację. Pewna swoich uczuć co do literatury nie wyobrażałam sobie studiowania czegoś innego. Oczywiście niejednokrotnie dopadała mnie chęć, by również zrealizować marzenia o studiach prawniczych. Jednak nie chciałam poświęcać kolejnych całych 5 lat (+ aplikacji) na drugi kierunek, dlatego zdecydowałam się na administrację.
Czym jest dla mnie literatura?
Nieodłączną częścią mojego życia :) Czytać uwielbiałam zawsze, jako uczennica szkoły podstawowej i gimnazjum czytałam głównie kryminały dla nastolatków. Później zaczęły się poważniejsze tematy. Wyjeżdżając na wakacje czy na weekend zawsze zabieram ze sobą jakąś książkę - nawet wtedy, gdy i tak z góry wiem, że nie będę miała czasu czytać. Książki bardzo mnie wciągają, jestem typem przeżywającym losy bohaterów, często wyłączam się od swoich problemów na rzecz fabuły powieści. Sądzę, że każdy, niezależnie od wieku, upodobań i temperamentu znajdzie odpowiednią dla siebie literaturę - księgarnie i biblioteki dają ogromny wybór jeśli chodzi o tematykę.
Co najchętniej czytam?
Moim ulubionym pisarzem jest Carlos Ruiz Zafon. Zaczęło się od Cienia wiatru - powieści, którą otrzymałam jako nagrodę wyróżnienie w konkursie na najlepsze opowiadanie. Przeczytałam książkę i zafascynowałam się jeszcze bardziej literaturą a także niesamowitym opisem Barcelony. Z niecierpliwością czekałam na kolejne powieści tego autora, a jego twórczości poświęciłam część mojej pracy magisterskiej. Drugie miejsce wśród moich ulubionych pisarzy zajmuje Juan Gomez Jurado za - moim zdaniem - rewelacyjną książkę Szpieg Boga. Ostrzegam - dla ludzi o mocniejszych nerwach. Jeśli chodzi o polską literaturę to do moich ulubieńców zalicza się Bolesław Prus (tak, głównie za Lalkę - ta książka zainspirowała moją mamę podczas wyboru imienia dla mnie ;) ) i Marek Hłasko. Nie gardzę też książkami Wojciecha Cejrowskiego i Beaty Pawlikowskiej.
Dlaczego filologia polska?
Szczerze mówiąc, najbardziej znienawidzonym przeze mnie przedmiotem w gimnazjum był właśnie język polski. Na złość nauczycielowi brałam udział w różnych olimpiadach z tego przedmiotu (i zdarzało się, że jako jedyna, w przeciwieństwie do szóstkowiczów z polskiego, przechodziłam do kolejnego etapu) ale mimo osiągnięć nie zdecydowałam się na klasę humanistyczną z jednego powodu - przez język polski którego nie znosiłam. Polubiłam go dopiero w liceum, dzięki mojej wychowawczyni - polonistce. Zafascynował mnie sposób w jaki prowadziła lekcje i opowiadała o literaturze. W lekturach szkolnych przestałam widzieć przymus, lecz literaturę równie ciekawą jak książki spoza kanonu, po które sięgałam dla własnej przyjemności. Pamiętam tę lekcję jakby to było wczoraj - w drugiej klasie liceum, na jednej z lekcji polskiego, z wielkim hukiem i skandalem zostałam przesadzona do pierwszej ławki. Bo tego było już za wiele - mojego odwracania się do ławki za mną w celu pogaduszek, pisania liścików do kilku innych osób, rozkładania na lekcjach polskiego książek do historii. Będąc już pod obstrzałem o wiele sumienniej przygotowywałam się do lekcji, bo w przypadku jakiegoś pytania do klasy bądź potrzeby zajrzenia przez nauczycielkę do naszych notatek to właśnie ja byłam akurat pod ręką. I nagle, pewnego dnia stwierdziłam, że nie będę zdawać na maturze historii ani WOS-u i że nie będę startować na studia prawnicze. Zdecydowałam się na zdawanie geografii (ze względu na fascynację działem geografii społeczno - ekonomicznej, głównie turystyką i przemysłem) i złożyłam papiery tylko na jeden kierunek: filologię polską. Nie muszę chyba pisać, jakie było zdziwienie mojego polonisty z gimnazjum, gdy będąc już studentką spotkałam go na mieście i powiedziałam mu czym się zajmuję. Cóż... los bywa przewrotny - nawet w znienawidzonym przedmiocie można nagle odkryć coś fascynującego i poświęcić mu swoją dalszą edukację. Pewna swoich uczuć co do literatury nie wyobrażałam sobie studiowania czegoś innego. Oczywiście niejednokrotnie dopadała mnie chęć, by również zrealizować marzenia o studiach prawniczych. Jednak nie chciałam poświęcać kolejnych całych 5 lat (+ aplikacji) na drugi kierunek, dlatego zdecydowałam się na administrację.
Czym jest dla mnie literatura?
Nieodłączną częścią mojego życia :) Czytać uwielbiałam zawsze, jako uczennica szkoły podstawowej i gimnazjum czytałam głównie kryminały dla nastolatków. Później zaczęły się poważniejsze tematy. Wyjeżdżając na wakacje czy na weekend zawsze zabieram ze sobą jakąś książkę - nawet wtedy, gdy i tak z góry wiem, że nie będę miała czasu czytać. Książki bardzo mnie wciągają, jestem typem przeżywającym losy bohaterów, często wyłączam się od swoich problemów na rzecz fabuły powieści. Sądzę, że każdy, niezależnie od wieku, upodobań i temperamentu znajdzie odpowiednią dla siebie literaturę - księgarnie i biblioteki dają ogromny wybór jeśli chodzi o tematykę.
Co najchętniej czytam?
Moim ulubionym pisarzem jest Carlos Ruiz Zafon. Zaczęło się od Cienia wiatru - powieści, którą otrzymałam jako nagrodę wyróżnienie w konkursie na najlepsze opowiadanie. Przeczytałam książkę i zafascynowałam się jeszcze bardziej literaturą a także niesamowitym opisem Barcelony. Z niecierpliwością czekałam na kolejne powieści tego autora, a jego twórczości poświęciłam część mojej pracy magisterskiej. Drugie miejsce wśród moich ulubionych pisarzy zajmuje Juan Gomez Jurado za - moim zdaniem - rewelacyjną książkę Szpieg Boga. Ostrzegam - dla ludzi o mocniejszych nerwach. Jeśli chodzi o polską literaturę to do moich ulubieńców zalicza się Bolesław Prus (tak, głównie za Lalkę - ta książka zainspirowała moją mamę podczas wyboru imienia dla mnie ;) ) i Marek Hłasko. Nie gardzę też książkami Wojciecha Cejrowskiego i Beaty Pawlikowskiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



+(2).jpg)
.jpg)





