Po
ostatnich zakupach w Rossmannie obiecałam sobie, że nie będę zapatrywać się w nowe kosmetyki dopóki nie wykończę tych które mam w domu. O ile w przypadku kolorówki jestem konsekwentna, o tyle w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów trochę opakowań mi przybyło. Jakiś czas temu powróciłam do stosowania mojego ulubionego
rozjaśniającego szamponu John Frieda oraz dałam kolejną szansę Garnierowi kupując
odżywkę z awokado . Jednak w ciągu kilku ostatnich dni moja kosmetyczka wzbogaciła się o kolejne specyfiki do włosów.
W piątek ogromną niespodziankę sprawiła mi paczka, którą otrzymałam dzięki konkursowi
wizażu i
Welli. Zgłosiłam się do testowania kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów i - ku mojemu miłemu zaskoczeniu - znalazłam się wśród 120 dziewczyn, które otrzymały produkty z wybranej przez siebie linii. Zgłaszając się do konkursu zdecydowałam się na Wella Pro Series Color. Otrzymałam do przetestowania szampon, odżywkę, balsam do włosów, piankę i lakier.
Niech no tylko wykończę John Friedę i Garniera! Wtedy od razu zabieram się za Wellę. Opinie ma nawet dobre ;)
szampon - opinie
odżywka - opinie
reszta kosmetyków z serii na pewno zostanie przeze mnie zrecenzowana tu i na wizażu ;)
Kolekcja kosmetyków nie zakończyła się na wspomnianej paczce. Podczas mojej
sobotniej wyprawy do Drezna nie pozostałam obojętna na kosmetyki. Wprawdzie w drezdeńskiej
Altmarkt Galerie mogłabym wykupić pół Rossmanna i DM a także zahaczyć po coś pachnącego do Douglassa, jednak w przypadku kosmetyków do włosów wykazałam się opanowaniem i ograniczeniem. Zakupiłam tylko
maskę marki Balea oraz regenerującą kurację John Frieda w saszetkach - seria Full Repair jest znana w Polsce, ale wspomnianych saszetek jeszcze w naszych drogeriach nie widziałam.
Przeliczając na nasze, Balea kosztowała mnie o wiele mniej niż gdybym chciała zakupić ją sobie przez internet. John Frieda również okazało się dobrym wyborem cenowym, ponieważ w polskich drogeriach błyskawiczne kuracje z niższej półki są trochę droższe. Za jedną saszetkę John Frieda zapłaciłam ok 0,6 euro, czyli tragedii nie ma.
I na tym kończę dzisiejsze przechwalanie się nowościami ;)