29.12.2013

P H O T O W E E K # 5

...a raczej coś zamiast niego ;) odrobina zdjęć moich świątecznych dekoracji:




 Zeszłoroczny prezent - piękna, ręcznie malowana bombka + odrobina mojej inwencji twórczej ;)
 Stroiki mojej roboty ;)

28.12.2013

Kosmetyczne podsumowanie roku - ulubieńcy 2013

Z racji tego, że mój blog jest dość młody, nie pojawiło się nim zbyt wiele recenzji kosmetycznych ani nawet postów z cyklu "ulubieńcy miesiąca". Ale po Nowym Roku na pewno się to zmieni. Dziś pora na szybkie zrecenzowanie - moim zdaniem - najlepszych kosmetyków używanych przeze mnie w 2013 roku.





Szampon rozjaśniający John Frieda Sheer Blonde - jeden z najlepszych szamponów jaki stosowałam. Z serią tą zaprzyjaźniłam się w 2012 r. zachęcona promocyjną ceną w Rossmannie. Moje blond włosy zawdzięczam wizytom u fryzjera, jednak szampon ten wydobywa z nich jeszcze więcej koloru, co kilka myć wyglądam jakbym coś z nimi robiła. Czasem z tej serii kupuję również odżywkę rozjaśniającą, jednak - moim zdaniem - szampon jest od niej o wiele lepszy jeśli chodzi o efekty pożądane przez posiadaczki blondu. Szampon kupuję tylko gdy jest w promocji w Rossmannie.


Oliwka Bambino  - niezastąpiona w mojej łazience od wielu lat. Zarówno do nawilżania skóry, jak i jako składnik domowych kosmetyków (dodaję ją do fusów z kawy i mam tani, domowy peeling). Nie kosztuje wiele, a jest niezwykle uniwersalna i dobrze natłuszcza skórę. Latem sprawdza się jako przyspieszać opalania.


Oliwka w żelu Johnson's Baby - stosuję zamiennie z Bambino. Najczęściej zabieram ją ze sobą do sauny, gdy przed wejściem chcę natłuścić skórę a nie chce mi się paplać w oliwce którą trzeba lać z buteleczki. Wygodna w użyciu i dobrze się wchłania.


Regenerująca maska Joanna Naturia Len i rumianek - odkryta dwa lata temu. Co jakiś czas ją kupuję i jestem z niej bardzo zadowolona. Chyba jedna z najlepszych drogeryjnych masek. Ma bardzo fajną konsystencję, zapach, jest tania, wydajna i - co najważniejsze - świetnie nawilża i regeneruje. Włosy po niej są odżywione, miękkie i mają przyjemny zapach.



Kremy do rąk z serii Avon Care - jest ich wiele, ja najbardziej lubię intensywnie nawilżający z gliceryną , intensywnie nawilżający oraz - stosowany przeze mnie od niedawna - ochronny z silikonem (z tym, że posiadam go w różowym, świątecznym opakowaniu). Najczęściej mam to szczęście, że zakupuję je w promocji za ok. 5 zł. Kremy z tej serii są niezwykle przyjemne w użyciu, nie pozostawiają tłustej powłoki na dłoniach, bardzo dobrze się sprawdzają w przypadku nawilżenia i ochrony. Zdecydowanie moi ulubieńcy w pielęgnacji rąk jeśli chodzi o kosmetyki dostępne w Polsce. Więcej o mojej pielęgnacji dłoni z marką Avon można przeczytać tutaj .


Odżywka do włosów suchych i zniszczonych Garnier z olejkiem z awokado i masłem karité - pozytywne zaskoczenie kosmetyczne, szczególnie, że moje włosy do tej pory nie lubiły Garniera. Ani Fructis, ani Ultra Doux. A tu takie zaskoczenie. Więcej o moich wrażeniach po jej zastosowaniu tutaj .


Tusz do rzęs Maybelline Colossal Volum' Express - po prostu mój ulubiony, choć niedawno w mojej kosmetyczce pojawili się poważni konkurenci dla tej maskary. Nie skleja rzęs, bardzo fajnie je wydłuża, dodaje objętości a także w 100% czarny kolor. Inne tusze z serii Colossal również zrobiły na mnie pozytywne wrażenie.


Tusze do rzęs Wibo - zakupione z ciekawości podczas obniżki cen w Rossmannie . Sprezentowany mojej mamie Lift Lash XXL wytestowałam kilka razy na swoich rzęsach i efekt był zadowalający. Jednak mój ulubieniec z Wibo to Extreme Lashes Volume Mascara w połączeniu z Dolls Lash Ultra Volume Mascara . Stosowane pojedynczo są bardzo fajnymi tuszami do pracy, jednak fantastyczny efekt osiągniemy tuszując rzęsy najpierw jedną, następnie drugą maskarą. Właśnie połączenie tych dwóch tuszy Wibo to wspomniana wcześniej konkurencja dla Maybelline Collosal.


I to by było na tyle, jeśli chodzi o produkty które w 2013 r. najlepiej się u mnie sprawdziły. ;)
A w 2014 r. na pewno będzie się u mnie pojawiać więcej recenzji ;)





27.12.2013

odżywka do włosów zniszczonych Garnier awokado i masło karité - pozytywne zaskoczenie kosmetyczne

Muszę zacząć od tego, że przez bardzo długi czas towarzyszyła mi nienawiść do kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów z Garniera. Większość szamponów Garnier Fructis najzwyczajniej w świecie mnie rozczarowała, szczególnie Goodbye Damage , który zamiast regenerować moje włosy dążył chyba do zrobienia mi siana na głowie. Nie rozumiem skąd na wizażu wzięły się jakieś pozytywne opinie na temat tego produktu. Natomiast szampon Garnier Ultra Doux do włosów farbowanych podobno zawiera w swoim składzie żurawinę i olejek arganowy. Według mnie to nawet nie leżało koło olejku arganowego. Miałam też inne kosmetyki do włosów tej marki, kupione zazwyczaj przypadkiem. Ale po przygodzie ze wspomnianym szamponem Goodbye Damage zdecydowałam, że żegnam się z Garnierem na zawsze.

Jakiś czas temu sporo naczytałam się o rewelacyjnym działaniu odżywek z dodatkiem awokado i postanowiłam zamówić maskę nawilżającą Avon awokado i orzechy makadamia, jednak będąc w Rossmannie zdecydowałam się na znienawidzonego wcześniej Garniera, bo akurat był w promocji. Stwierdziłam, że jeśli odżywka do włosów suchych i zniszczonych nie sprawdzi się, to nie będzie mi żal bo wydałam na nią śmieszne pieniądze i najwyżej zużyję ją jako dodatek/ zagęstnik do domowych masek.




Jednak już po drugim zastosowaniu zostałam pozytywnie zaskoczona i nie mogę uwierzyć, że ten super produkt to Garnier. Od pięciu lat rozjaśniam włosy u fryzjera, kiedyś robiłam to co dwa miesiące, od dwóch lat chodzę na kolor co trzy, nawet cztery miesiące - nie wiem jak to robi moja fryzjerka, ale moje odrosty zlewają się z blond pasmami i nie wygląda to tragicznie. Jednak - z racji rozjaśniania - moje włosy wymagają dokładniejszej pielęgnacji i lepszego nawilżenia. I muszę przyznać, że odżywka Ultra Doux z awokado i masłem karité spisuje się całkiem rewelacyjnie.

Ma bardzo przyjemną konsystencję i zapach, a podczas spłukiwania czuć na włosach coś śliskiego. Nie obciąża włosów, nadaje im przyjemną miękkość oraz - co najważniejsze - bardzo dobrze nawilża. Wprawdzie nie naprawiła moich zniszczonych końcówek (bo te mogą zostać uleczone tylko nożyczkami fryzjerskimi), ale ogólnie włosy wyglądają po niej o wiele zdrowiej. Plusem jest również jej dostępność - w końcu Garnier Ultra Doux można dostać praktycznie wszędzie tam, gdzie w asortymencie znajdują się jakieś kosmetyki.
A gdy już skończę ją stosować i przetestuję zdobyte niedawno nowości kosmetyczne do włosów na pewno zakupię wspomnianą wcześniej maskę z Avonu, by porównać ją do Garniera.