30.06.2014

INSTAGRAMOWY CZERWIEC

Kolejna miesięczna dawka zdjęć z aplikacji Instagram .

Niestety tak wyszło, że w moim projekcie #100happydays zrobiłam w ciągu ostatnich dni przerwę. Ale wkrótce się poprawię, obiecuję ;)




A teraz przejdźmy do zdjęć ;)

1. Naprawdę uwielbiam te momenty, kiedy już po pracy, obłożę się różnymi materiałami i tworzę

2. Od czerwca wszystko planuję z moim nowym organizerem. Towarzyszy mi wszędzie - w pracy, w domu, podczas spotkań. #organizerDYL



3. Od pewnego czasu uczęszczam na siłownię, o czym jakiś czas temu piałam tutaj





4. Bywało też aktywnie dzięki miejskim rowerowym wycieczkom

5. Bywało też mniej sportowo, ale równie przyjemnie. Jestem bardzo zmiennym typem - są dni, gdy potrzebuję szaleć na imprezie (raczej nie dokumentuję takiej formy spędzania czasu, rzadziej wrzucam na Instagram, no może od czasu do czasu jakieś piwo opublikuję :P), a są też takie, gdy staję się wielką domatorką i spędzam czas w zaciszu własnego pokoju lub ogrodu czytając, ćwicząc lub coś tworząc. (Dlatego życie ze mną jest ciężkie :P).







6. A każdą chwilę lubię sobie urozmaicić czymś (albo kimś) słodkim ;)









27.06.2014

Skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1 Eveline Advance Volumier

Dziś obiecany post o mojej odżywce i bazie pod tusz do rzęs. Mała wzmianka o tym kosmetyku pojawiła się niedawno w poście o codziennym letnim makijażu. Teraz Eveline Advance Volumier ma swoje pięć minut na tym blogu. Ale najpierw krótka rzęsowa historia.

Jako dziecko miałam bardzo długie rzęsy i pewnego dnia... podcięłam je nożyczkami.
Zrobiłam to za namową innych dziewczynek, które powiedziały mi, że mam piękne rzęsy i one znają dziewczynę, która takie miała i jak sobie podcięła to później urosły jej jeszcze dłuższe.
Naiwność wieku dziecięcego i drzemiący w każdej dziewczynce syndrom macochy Królewny Śnieżki polegający na tym, że każda chce się wyróżniać i być najpiękniejsza doprowadziły mnie do katastrofy - w ruch poszły nożyczki i rzęsy stały się krótsze. Obcięcie nie sprawiło, że odrosły dłuższe i piękniejsze. One przez długi czas w ogóle nie rosły. Wzrost rzęs zaobserwowałam dopiero w gimnazjum, gdy zaczęłam stosować tusz. Ale to nie on je zregenerował, lecz olej rycynowy. Nie pamiętam kto mi go polecił, ale rada dotyczyła tego, że skoro w tak młodym wieku zaczynam stosować maskarę, to powinnam nauczyć się dbać o rzęsy, bo tusz może je wysuszać. Nota bene - dawniej gimnazjum to był młody wiek na tuszowanie rzęs. Dziś smoky eyes w podstawówce to norma. Ale te czasy się zmieniają. Zaczęłam nakładać na wieczór olejek rycynowy szczoteczką od starego tuszu do rzęs i pewnego dnia naprawdę zauważyłam, że są dłuższe. Obecnie są długie i gęste, ale do tych firanek z dzieciństwa jeszcze im daleko.


Z biegiem lat, pamiętając dobre doświadczenia z olejem rycynowym znów zaczęłam co jakiś czas go stosować. Zarówno do rzęs, jak i paznokci. Jakiś czas temu na półce w drogerii rzucił mi się w oczy ten kosmetyk:

Cena była dość niska, więc postanowiłam zakupić. Bo po co ciągle zachowywać ostrożność z nabieraniem i rozprowadzaniem olejku, skoro od czasu do czasu można sobie ułatwić sprawę. 

Jak twierdzi producent, kosmetyk łączy w sobie 3 właściwości: serum odbudowującego, aktywatora wzrostu włosa i bazy pod tusz. Serum nakładam zawsze przed wytuszowaniem rzęs i jako baza sprawdza się świetnie - rzęsy są dłuższe, gęściejsze i rozdzielone. W połączeniu z tuszem wydłużającym efekt jest naprawdę świetny. Poza tym czuję się bardziej komfortowo ze świadomością, że pomiędzy tuszem (który może wysuszać, podrażniać etc.) a rzęsami coś mam. I działanie odżywcze też jakieś jest, bo nie podczas demakijażu nie wyrywam tylu rzęs co kiedyś. Na płatku kosmetycznym czasem (naprawdę bardzo rzadko) znajdę jedną, czasem dwie, maksymalnie trzy. Kiedyś zmywając makijaż oczu potrafiłam znaleźć na płatku 7 włosków. I to dość często. 

Bardzo lubię ten kosmetyk i chętnie do niego wrócę. Jednak tak dobrego efektu jak regularne stosowanie oleju rycynowego nie daje. Ale i tak działa. I jest wygodniejszy w użyciu - po prostu tuszujemy rzęsy tym produktem a następnie stosujemy maskarę. 

Na jakiś czas będę się z nim musiała rozstać, bo zakupiłam w biedronkowej promocji zestaw L'Botica zawierający aktywne serum na dzień i regenerujący krem na noc. Zobaczymy jak się sprawdzi całodobowa pielęgnacja firanek.

25.06.2014

Sportowa aktualizacja


Sport to jeden z tematów, które chętnie podejmuję na swoim blogu.
Zbiór postów dotyczących aktywności fizycznej można znaleźć tutaj .



Jeśli ktoś odwiedza mnie na Instagramie to wie, że od pewnego czasu odwiedzam siłownię.
Kiedyś chodziłam do klubu fitness na zajęcia, sporo czasu spędziłam na zajęciach zumby.
Poza tym w czasie studiów trenowałam modern jazz i czasami bardzo brakuje mi tych zajęć.
Więcej o mojej przygodzie ze sportem można przeczytać tutaj

Z czasem zaczęłam ćwiczyć w domu. Zaczęło się od Ewy Chodakowskiej, z czasem zaczęłam z niej rezygnować na rzecz treningów z Mel B. Później zafascynowałam się Cassey Ho. Jednak najwięcej ćwiczeń wykonywałam z Mel B. Jeśli interesuje Was co myślę o wspomnianych trenerkach oraz co mnie motywuje, zapraszam do lektury tej notki . Osoby, które dopiero zamierzają zacząć ćwiczyć w domu, lub brakuje im motywacji do zebrania się i trenowania, odsyłam tutaj .


Jakiś czas temu zdecydowałam się na siłownię, ponieważ domowe treningi przestały mi wystarczać.
Ćwicząc z Mel B. nie czuję już takich zakwasów jak kiedyś, no i po tak długim czasie ćwiczenia te zaczęły być dla mnie nudne.
Z domowych treningów jednak nie rezygnuję, tylko trochę modyfikuję mój plan ćwiczeń.
Na siłownię chodzę co drugi dzień i ćwiczę na maszynach z obciążeniem.
W domu wykonuję treningi na brzuch - uważam, że nie ma sensu robić na siłowni brzuszków na macie.
Bardzo lubię też ćwiczenia na piłce wykonywane w domowym zaciszu.




Co daje mi siłownia?
  • możliwość wykonywania tych ćwiczeń, których w domu za bardzo nie da się wykonywać
  • więcej dyscypliny - gdy zaczynam się obijać to nagle pojawia się ktoś z trenerów i przypomina mi po co tu przyszłam
  • atmosferę 
  • odciąga od problemów, które ma każdy z nas

Komu polecam?

Paradoksalnie - każdemu i nikomu zarazem. Ja sama przez długi czas nie potrzebowałam chodzić na siłownię. Wystarczyły mi ćwiczenia w domu. Po prostu przyszedł moment, że zaczęłam potrzebować czegoś więcej.
Tym "czymś więcej" dla jednych może być bieganie, dla innych rolki a jeszcze dla innych właśnie siłownia.


Jak zacząć? Rozwiewając (lub olewając) wątpliwości

Często jest tak - i ja tak miałam - że przez pewien czas myślimy o wybraniu się na siłownię ale mamy różne obawy:
  • jestem za chuda, wszyscy będą na mnie dziwnie patrzeć
  • nie będę potrafiła obsługiwać jakiegoś sprzętu, ludzie mnie wyśmieją
  • nie mam profesjonalnego stroju, będę zwracać na siebie tym uwagę
  • nigdy tam nie chodziłam, będę się dziwnie czuć bo wszyscy się tam znają a ja nowa i zielona 
  • nie wiem czy to dla mnie
Gdy w końcu się przełamałam i poszłam, zaczęłam się śmiać z tych wcześniejszych wymówek. Bo - po pierwsze i najważniejsze - nikt się dziwnie nie patrzy, ani nie śmieje. Każdy przychodzi tam ćwiczyć dla siebie, a nie oglądać innych i oceniać czy są grubi czy chudzi, jak są ubrani etc. Po drugie nie ma czegoś takiego jak bycie za chudym albo za grubym na siłownię. Po prostu trening osoby szczupłej wygląda inaczej, osoby grubszej inaczej. Przez wiele lat panował stereotyp, że osoby chude powinny ograniczać ruch. Nic bardziej mylnego! Powinny jedynie ograniczać ćwiczenia typu cardio. Trening siłowy jest jak najbardziej dla nich. Braku wiedzy co do obsługi danego sprzętu nie należy się bać - normalne, że skoro się wcześniej nie chodziło na siłownię, to się czegoś nie wie. Co do stroju to nie ma co się przejmować - mało kto (przynajmniej w moim mieście) chodzi na siłownię w super profesjonalnych ciuchach. Sama ćwiczę w getrach lub spodenkach i zwykłych koszulkach. Za jakiś czas planuję kupić sobie lepsze ciuchy do ćwiczeń, ale na starcie nikomu tego nie radzę. Lepiej najpierw sprawdzić czy podoba nam się trening na siłowni, a później inwestować w strój.