07.02.2014

Refleksje na temat domowych treningów

Zaplanowałam sobie, że w tym roku każdy miesiąc poświęcę konkretnej partii ciała. I tak w styczniu dominowały u mnie treningi BPU. W lutym również na nich się skupiam, jednak z większym naciskiem na mięśnie brzucha.



Kiedyś regularnie uczęszczałam na zajęcia w fitness klubach, później zaczęłam ćwiczyć sama w domu, o czym dokładniej pisałam tutaj .

Ogólnie nie mam większych problemów z motywacją do ćwiczeń, spokojnie udaje mi się znaleźć czas na treningi. Czasem są to kilkunastominutowe ćwiczenia konkretnych partii ciała, czasem dłuższe, trwające ponad godzinę.






Zauważyłam jednak, że moje domowe treningi trwają dłużej i są bardziej efektywne gdy: 
  1.  Mam grafik ćwiczeń - chodząc do fitness klubu wybieramy zajęcia z harmonogramu, zapisujemy się na nie i musimy się trzymać dnia i godziny. W domu teoretycznie możemy ćwiczyć kiedy chcemy, ale praktycznie lepiej zapisać sobie w kalendarzu plan treningu. Niekoniecznie z dokładną godziną, ale zaznaczyć, że w tym dniu mamy ćwiczyć i koniec. To naprawdę pomaga wszystko zorganizować.
  2.  Wcześniej przygotuję sobie miejsce do ćwiczeń - przed rozpoczęciem ćwiczeń warto wyobrazić sobie, ile mniej więcej będziemy potrzebowali miejsca. Trening przerywany co jakiś czas z powodu sofy na którą wpadliśmy lub foteli które przeszkadzają nam w wymachiwaniu nogą da nam więcej irytacji niż efektów. 
  3. Wcześniej obejrzę nowe treningi, które zamierzam wprowadzić - pamiętam swoje początki ćwiczeń, gdy korzystałam z płyt załączonych do różnych magazynów. Co jakiś czas zatrzymywałam się i przyglądałam trenerce jak ona to robi. W konsekwencji rzeczywisty czas ćwiczeń skracał się o jakąś połowę, a ja co jakiś czas wybijałam się z rytmu. Zdarzały się też takie zestawy ćwiczeń, gdzie w połowie stwierdzałam, że jednak mi się nie podobają i wyłączam płytę. Dlatego zanim zaczniemy nowy program, warto poświęcić swój czas i obejrzeć go od początku do końca przed rozpoczęciem ćwiczeń. 
  4. Znajdę formę aktywności najlepszą dla siebie - bo nie o to chodzi by odbębnić trening mięśni brzucha z jakiegoś nudnego kanału yt lub na siłę ćwiczyć jogę jeśli nie sprawia nam to przyjemności. Mam swoje ulubione płyty, kanały i prowadzących z którymi chętnie ćwiczę, są też takie programy które omijam szerokim łukiem bo zamiast mnie motywować to zniechęcają. Nie czuję się właściwą osobą do polecania konkretnych treningów, bo każdy woli coś innego. Mogę jedynie powiedzieć, że bardziej zaangażuję się w ćwiczenia prowadzone przez osobę ekspresywną niż jakiegoś zamulacza. Za niezwykle pozytywne uważam programy treningowe Mel B. oraz z kanału blogilates. Staram się wybierać ćwiczenia modelujące sylwetkę, te spalające tłuszcz zdecydowanie odpuszczam - bo nie mam czego spalać. Poza tym dużo przyjemności sprawia mi pływanie (od marca lub kwietnia planuje wrócić na basen), od czasu do czasu lubię też pobiegać.
  5. Naszykuję się tak, jakbym szła na siłownię lub do klubu fitness - jednym z argumentów by ćwiczyć w domu jest możliwość swobody - nie musimy się martwić o to, jak wyglądamy. Jednak nie jest tak do końca. Gdy zabieram się do ćwiczeń w starym, wyciągniętym dresie (który najczęściej zakładam na siebie w czasie sprzątania) nie czuję się aż tak bardzo zmotywowana do działania. Wprawdzie nie potrzebuję markowych ciuchów z najnowszej linii dla sportowców, jednak przez rozpoczęciem treningu muszę założyć na siebie mniej więcej takie ciuchy, jakie miałabym na sobie w klubie fitness. Nie ma zatem możliwości, bym ćwiczyła w tym samym dresie w którym myję podłogi i miała na sobie podczas treningu tę samą koszulkę, w której stoję nad garnkami. Nie wyobrażam sobie również, by przeszkadzała mi rozwalająca się co jakiś czas fryzura - włosy muszą być związane mocno w kucyk. Gdy jestem dobrze przygotowana do ćwiczeń od strony wizualnej (że tak to ujmę) to zdecydowanie dłużej trwa mój trening - bo skoro się wyszykowałam, to szkoda przestać po 15 minutach. 
  6. Wcześniej przygotuję sobie wodę - idąc na zajęcia fitness zawsze zabieramy ze sobą wodę, żeby na sali była pod ręką. To samo tyczy się ćwiczeń w domu. Jeśli nie postawię sobie na ławie butelki lub chociaż szklanki z wodą mineralną, to co jakiś czas będę biegać do kuchni żeby się napić. Wybijając się tym samym z rytmu i skracając czas ćwiczeń. 
  7. Odpowiednio się zmotywuję i założę sobie cele - warto wcześniej zaplanować co chcemy osiągnąć i w jaki sposób. Polecam facebookową stronę Tablica Motywacji i świadomość, że nic samo się nie zrobi. Wtedy - mając już jakiś cel i wiedząc że jego osiągnięcie zależy od nas samych - możemy opracować plan działania. Dobrze wtedy wziąć do ręki kalendarz i tak jak wspomniałam w punkcie pierwszym stworzyć grafik ćwiczeń. Ja zdecydowałam się na poświęcanie czasu konkretnym partiom ciała w konkretnych miesiącach. Wiem co chcę osiągnąć i staram się tak rozłożyć wszystko w czasie by osiągnąć zamierzone cele. A jeśli mi się nie uda, wtedy wiem na czym jeszcze muszę się skupić. Obecnie wykonuję treningi BPU, z tym, że w styczniu skupiłam się bardziej na udach i pośladkach, w lutym skupiam się bardziej na brzuchu - bo po styczniu widzę, że to tym mięśniom muszę poświęcić więcej uwagi.





3 komentarze:

  1. No cóż pozostaje mi się zgodzić, praktykowałam ćwiczenie w domu i faktycznie to co opisałaś ułatwia treningi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia w treningach. Pozdrawiam.
    www.momentforme89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ćwiczenie w domu to nie taka prosta sprawa. Faktycznie trzeba się do tego przygotować jak do ćwiczen w klubie.

    OdpowiedzUsuń

Raczej nie biorę udziału w żadnych konkursach i rozdaniach, więc jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - po prostu zostaw w komentarzu link do swojego bloga, nie rozpisuj się co mogę dostać. Z miłą chęcią odwiedzę Cię bez tego ;)