16.02.2014

dobre, bo włoskie - wyspy Tremiti

Isole Tremiti to chyba najpiękniejsze miejsce jakie było mi dane zobaczyć we Włoszech. Znane są również jako Wyspy Diomedesa, gdyż zgodnie z legendą Diomedeusz osiedlił się tam wracając z wojny trojańskiej i szukający swojego nowego miejsca na ziemi. Przybył na wyspy po tym, jak został zdradzony przez całe swoje królestwo. Grecki bohater został tutaj pochowany, a gatunek miejscowych ptaków opłakiwał jego śmierć. 


                                          Widok archipelagu. Źródło zdjęcia tutaj

Wyspy Tremiti to jedyne wyspy na Morzu Adriatyckim należące do Włoch. Znajdują się w odległości ok. 30 km od Półwyspu Gargano. W skład archipelagu wchodzą wyspy San Nicola, San Domino, Capraia, Cretaccio i Pianosa, z czego zamieszkałe są tylko dwie pierwsze. W ciągu roku mieszka tu ok. 400 osób, jednak w sezonie ludzi jest tu więcej. 

                                          Położenie wysp Tremiti. Źródło zdjęcia: tutaj



Będąc w tym cudownym miejscu, które bez wahania mogę nazwać małym rajem na ziemi, nie mogłam uwierzyć w opowieści o jego historii. W XI wieku na wyspy dotarli Benedyktyni z Montecassino wznosząc na wyspie San Nicola opactwo pod wezwaniem Najświętszej Marii. Po wielu wiekach spokojnego życia religijnego Burboni zmienili diametralnie charakter wyspy zakładając tu więzienie. Opowieści o tym, przez jakie męki przechodziły osoby wygnane w to miejsce mrożą krew w żyłach. Natomiast na drugą z wysp - San Domino - Mussolini zesłał homoseksualistów, by odizolować ich od reszty włoskiego społeczeństwa. Rola Wysp Tremiti jako miejsca zesłania skończyła się wraz z epoką faszystowską. Obecnie archipelag utrzymuje się z rolnictwa i turystyki. 




Zwiedzanie rozpoczęłam od portu w Termoli. Bilet na wycieczkę kosztował 35 euro. Cena obejmowała rejs statkiem wycieczkowym w obie strony oraz bilet na barkę którą opłynęliśmy okolice wysp. Podczas prawie godzinnego zwiedzania archipelagu z barki mieliśmy kilkanaście minut na kąpiel w morzu - co odważniejsi mogli pokusić się o nurkowanie - dokładnie w tym miejscu, w którym odbył się pierwszy na świecie ślub pod wodą, gdzie znajduje się zatopiony pomnik Ojca Pio. Jako ciekawostkę dodam, że para młoda oraz świadkowie ustanowili rekord Guinessa jeśli chodzi o liczbę osób, które jednocześnie zanurkowały i oglądały podwodną ceremonię. Rekord ten został pobity... w moim rodzinnym mieście! O czym można przeczytać tutaj . Ale wróćmy do samych wysp. Opływając wyspy można wpłynąć do jednej z jaskiń (a jaskinie i przepiękne groty skalne są tym, czego na pewno w okolicy nie brakuje), jednak podczas naszej wycieczki okazało się to niemożliwe ze względu na zbliżający się przypływ. Przy odrobinie szczęścia, dopływając do wysp można spotkać delfiny. 



                                          Zatopiona statua Ojca Pio. Źródło zdjęć tutaj 

                                          Podczas wycieczki barką

                                        




Po opłynięciu archipelagu zajęliśmy się zwiedzaniem jednej z wysp - San Nicola. Jest ona naprawdę przepiękna, zwiedza się ją idąc praktycznie przed siebie i co jakiś czas skręcając jak chody poprowadzą. Spacer po ruinach zapewnia niezapomniane widoki. 



                                          Widok na San Nicola




                                          I kilka widoków z San Nicola


Co godzinę z San Nicola odpływa barka którą można dostać się na San Domino - jedyną wyspę archipelagu, która posiada maleńki skrawek piaszczystej plaży. Wprawdzie jest prywatna plaża - trzeba zapłacić za leżak - jednak jeśli jest się w stanie znaleźć odrobinę wolnego miejsca na rozbicie się z własnym ręcznikiem to nikt nie robi problemów i nie żąda opłat.



                                          San Domino - jedyna wyspa archipelagu posiadająca skrawek piaszczystej plaży





                                          Plaża San Domino. Źródło zdjęć tutaj



 Jednak po pewnym czasie woda zalewająca ręcznik zniechęciła mnie do dalszego opalania i wybrałam posiedzenie w wodzie na zmianę z pływaniem. A następnie kawa i spacer. Najprzyjemniej zwiedzało się wyspę po zejściu z głównej drogi i przejściu na skalne urwiska z których rozciągały się kolejne piękne widoki. Z San Domino wróciliśmy do portu w Termoli. 


Mimo, że sporo spacerowałam i zajrzałam chyba w każdy zakamarek obu zwiedzanych przeze mnie wysp, czuję niedosyt. To miejsce wydaje mi się tak niesamowicie piękne, magiczne a przez swoją historię również tajemnicze, że odnoszę wrażenie iż to niemożliwe bym wszystko co miałam zobaczyć zobaczyła i wszystko co miała przeżyć przeżyła. Póki co to archipelag Tremiti ma u mnie status raju na ziemi i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.


7 komentarzy:

  1. Coś pięknego! Ja planuję wschodnie wybrzeże Włoch w tym roku. To jeszcze nie pora, ale tak bardzo chciałabym już, teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o wschodnie wybrzeże to polecam jakikolwiek kurort na Półwyspie Gargano. A stamtąd wybranie się na całodniową wycieczkę na Wyspy Tremiti ;)

      Usuń
  2. Fantastycznie, świetna wyprawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, ze wszystkich miejsc we Włoszech jakie zwiedziłam, ten zakątek jest najpiękniejszy ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. A dziękuję :) Piękne zdjęcia bo piękne miejsce, moim zdaniem najpiękniejsze ze wszystkich jakie widziałam we Włoszech, a trochę ich było, nie wszystkie zostały opisane na blogu, może to się zmieni, jeszcze nie wiem ;)

      Usuń
  4. Byłem z żoną i dzieciakami na wysepkach w roku 1998. Twoja opowieść mnie urzekła bo miałem identyczne wrażenia i do do dziś powtarzam że to był raj na ziemi. My byliśmy indywidualnie i z dzieciakami wiec mniej czasu poświeciliśmy zwiedzaniu a więcej taplaniu w przepięknej lagunie (po drugiej stronie wyspy patrząc od plaży piaszczystej) Od czasu tego wyjazdu nie widziałem tak czystej wody nigdzie w Chorwacji, Włoszech, Turcji czy Grecji. Twoja opowieść wytworzyła u mnie ssanie wewnątrz by jechać tam ponownie , na dłużej i może poznać miejscowych mieszkańców. Zobaczymy.
    Pozdrawaiam

    OdpowiedzUsuń

Raczej nie biorę udziału w żadnych konkursach i rozdaniach, więc jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - po prostu zostaw w komentarzu link do swojego bloga, nie rozpisuj się co mogę dostać. Z miłą chęcią odwiedzę Cię bez tego ;)