06.05.2014

Basic. Simple pleasures are the best!

Organizacja wiosennej szafy przerodziła się w małą odzieżową metamorfozę.
Od pewnego czasu tracę głowę dla gładkich, bazowych koszulek.
Podczas buszowania po sklepach odzieżowych najbardziej zależy mi na łowieniu takich rzeczy, które założę na wiele okazji. Lubię mieć ciuchy, które mogę nosić zarówno niezobowiązująco i na luzie, jak i tworzyć z nich wyjściowe zestawy.

Po lekturze Lekcji Madame Chic zaczęłam przywiązywać większą wagę do tego, co mam w szafie.
Ostatnimi czasy ciągle kupuję bazowe koszulki.
Połączone z klasycznymi dżinsami mogą stworzyć zarówno luźny, lekko sportowy zestaw, jak i elegancki komplet - wszystko zależy od wyboru dodatków.





Wcześniej kupowałam dużo szyfonów i koronek, a dziś nie zwracam na nie takiej uwagi jak kiedyś.
Nie potrafię za to przejść obojętnie obok gładkich T-shirtów i topów. Są one świetnym rozwiązaniem dla takich osób jak ja - które wiecznie nie mają się w co ubrać, chociaż szafa się nie domyka.



Czasem dziwię się sobie jak przez tyle lat mogłam je ignorować.
Może to przez to, że gdy człowiek chce dobrze wyglądać to podąża za bardziej wyszukanymi pomysłami, a z czasem dociera do niego, że najlepsze są te najprostsze rozwiązania.
Dawniej potrafiłam stać bezradnie przed otwartą szafą nie mając koncepcji na stylizację.
Dziś biorę pierwszą lepszą koszulkę, a o resztę się nie martwię bo wiem, że do wszystkiego będzie pasować.


Może moja miłość do bazowych koszulek spowodowana jest moim trybem życia - idąc do pracy potrzebuję mieć na sobie coś, w czym będę dobrze wyglądać przyjmując gości a następnie swobodnie się czuć podczas zakupów, wizyty u dentysty czy na spotkaniu przy kawie ze znajomymi.

5 komentarzy:

  1. Mam to samo :) Kiedyś koronki, różne kolory, jakieś wzory. Teraz poszłam właśnie w przeciwnym kierunku. Czerń, biel, krem, szarość, proste, gładkie tkaniny. A stój mogę sobie ożywić ewentualnie kolorową apaszką lub biżuterią. No i efektem tego ostatnio znów przygarnęłam czarny klasyczny top bez rękawa i białą bluzkę na długi rękaw. Do pracy będą idealne pod marynarkę, a po pracy spokojnie dadzą sobie radę solo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku koszulek i marynarek lubię od czasu do czasu zaszaleń jeszcze z kolorem (np marynarka w kolorze fuksji czy oczojebna bluzka - ale to oczywiście jako jedyny taki żywy element garderoby, reszta już musi być spokojniejsza ;) ). A co do fasonów to niedawno zniosłam sobie ze strychu worki z letnimi ciuchami i zaczęłam przymierzać. Miałam tam błękitną, falbaniastą sukienkę a'la hiszpankę, kiedyś było to w moich oczach cudo, dwa lata temu uważałam ją za najlepszą sukienkę w mojej szafie. A teraz jak ją na siebie założyłam to stwierdziłam że wyglądam trochę jak debil. Sukienka wprawdzie zostaje, ale tylko na jakieś plażowe wyjście, bo na miasto już tego na siebie raczej nie założę.

      Usuń
    2. he he, oj pamiętam parę takich kwiatków z mojej szafy gdzie do dziś nie mogę zrozumieć jak ja mogłam to nosić, ba, jak to mogło mi się podobać :))

      Usuń
  2. też mam problem z niedomkniętą szafą i jednoczesnym brakiem ciuchów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zakup prostych, uniwersalnych fasonów. Wtedy przy mniejszej liczbie ciuchów można stworzyć więcej stylizacji. W przypadku mojej garderoby potrzebne mi do szczęścia jeszcze dwie pary spodni i skórzana spódnica. Resztę składników wymarzonej szafy już mam ;)

      Usuń

Raczej nie biorę udziału w żadnych konkursach i rozdaniach, więc jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - po prostu zostaw w komentarzu link do swojego bloga, nie rozpisuj się co mogę dostać. Z miłą chęcią odwiedzę Cię bez tego ;)